Zaczynając od podstaw: Jeżeli pozbyć się wszelkich własnych przekonań to stwierdzam, że teoria że wszechświat powstał sam jest tak samo – tak samo szalona jak teoria że został stworzony.
To była moja podstawa.
Skoro to pytanie zostaje otwarte to intuicyjnie docieramy do przemyśleń typu: „Skoro nie wiem jak jest to świat duchowy może istnieć, albo nie może istnieć”; „Czy jest coś czego nie mogę zobaczyć, ani usłyszeć”
No ja bardzo chciałbym wiedzieć, czy cały świat to jest tylko to czego możemy dotknąć, usłyszeć.
Teraz zaczynam troszkę szaloną część wpisu 😀 Otóż nawet patrząc chłodną głową jest mi szalenie trudno przejść całkowicie obojętnie obok Biblii. Mamy tak wielu proroków w Biblii, wielu z nich żyło w kompletnie różnym czasie Jak Mojżesz i Izajasz. Mamy Koran który co prawda wiadomo mówi o Allahu, ale uważam że tak naprawdę wierzymy w tego samego Boga – z pewnymi mało znaczącymi różnicami. Wszyscy Oni mówią o tym samym Bogu.
Przekonanie, że świat duchowy istnieje budzą we mnie przykłady dzieci, które pamiętają swoje poprzednią ziemską wędrówkę. Myślę, że wielu z nas do pewnego wieku coś pamięta. Jeden więcej – drugi mniej, ale coś tam. Ja również mam pewne wspomnienia – tylko nie wiem czy te rzeczy mi się zwyczajnie przyśniły czy to rzeczywiście wspomnienia przed narodzinami. Wielu z tych dzieci miało wiedzę nt miejsc w których nie były, wydarzeń w których nie mogły uczestniczyć bo wydarzyły się przed narodzinami. Ja mam tak, że mocno w to wierzę. Nie wiem dlaczego – po prostu tak jest i tyle. A jeśli tak jest to ta nasza osobowość musi się jakoś przenieść z ciała do ciała. Tutaj rozwija się ciekawa teoria którą podrzuciła mi koleżanka:
Otóż zostajemy stworzeni przez Boga jako jaźń i lądujemy na ziemi żeby się rozwijać. W którym kierunku?
W tym samym którym był się Jezus – on jest naszym wzorem. Generalnie chodzi głównie o bezwarunkową miłość do drugiego człowieka – bez żadnych uprzedzeń. Zawsze. Bezwarunkowo. Cokolwiek by się nie działo. To jest moim zdaniem proces piekielnie trudny. Trudno wyrazić nawet słowami jak trudny. Chodzi też o to aby przepracować swoje słabości.
No i my przychodzimy na ten świat, żeby się do tego ideału Jezusa przybliżać. Mamy wolną wolę i możemy tego nie robić. Możemy stanąć w miejscu. Umieramy i widzimy, że zmarnowaliśmy szansę. Będąc tam sami stwierdzamy, że chcemy wrócić. Znowu wracamy i … różnie to bywa 🙂
Dlaczego to do mnie przemawia? Jezus wiele razy mówi w Ewangelii o miłości do bliźniego, o tym że to najważniejsze przykazanie, o miłowaniu nieprzyjaciół. W liście św. Jana czytamy, że kto nie miłuje brata swego a mówi, że miłuje Boga jest kłamcą. Ta miłość jest najważniejsza. To ta miłość zaprowadziła Jezusa na krzyż. Jezus umarł też za tego „złodzieja sąsiada” 😛 którego tak nie lubisz. Jego też kocha 😀
Ja jestem wierzący. Nie akceptuję świata w którym nie ma Boga. Poza tym doświadczyłem na tym świecie wielu rzeczy (pewnie nie wszystkiego) i mam takie wrażenie, że świat materialny ma dla mnie niewiele do zaoferowania. Bardzo niewiele. Wspaniałe potrawy? Uciechy cielesne? – tak ale z miłością, bo bez to do dupy. Wspaniałe samochody? Domy? Wszystko cokolwiek się liczy pochodzi od Boga. Zbudujesz sobie duży dom i sam będziesz w nim siedział? Załóżmy, że nie i weźmiesz sobie kogoś bez miłości. pojawią się dzieci i z czasem nie będziecie mogli na siebie patrzeć. Wieczne awantury o (o kasę, o byle co). Nie da się zbudować nic wartościowego bez Boga. Bóg jest miłością – kiedyś myślałem, że to taki skrót myślowy. Ale dziś myślę, że to trzeba rozumieć dosłownie. Tam gdzie miłość – tam Bóg. Ona jest najważniejsza.
Niestety wielu o tym zapomniało. Mamy pobudowanych od groma kościołów. Nawet na najgorszym zadupiu jest kościół. Tam w tym kościele łobrazków, figurków, jakeś aniołki, muzyka, Pan Jezus taki piękny na łobrazku – takie piękne włoski ma. Czy to wszystko przybliża nas do Boga? Z tego co ja widzę niekoniecznie. Nie wiem jak jest w mieście. Ja jestem ze wsi. Na wsi chodzenie do kościoła buduje wizerunek. Możesz „tłuc babe” ale jak chodzisz do kościoła, śpiwosz ładnie to jesteś „purząndny”.
Kościół zrobił sobie monopol na Boga, nazywa siebie „Chrystusowy” i zwalcza wszelkie inne rozumienie pisma świętego. Nazywając je „zagrożeniem”. Dorobił się nawet własnego państwa.
Wcześniej napisałem, że nie akceptuję świata w którym nie ma Boga. Chciałbym to rozwinąć. Bez Boga wszystko straciłoby sens. Każdy wysiłek o cokolwiek. Dla siebie? Ciągła praca żeby tylko zapchać kichę, Netflix i tam w kółko do grobowej deski. Naprawdę ktokolwiek widzi w tym sens? Dla dzieci? Dzietność dzisiaj jest na miernym poziomie. Powiedzmy, że ktoś ma pasję i się rozwija to bez Boga potem umiera i wszystkie te jego umiejętności jedzą robaki. Hm Jeśli dotarłeś aż tu to powiem Tobie, że życie z depresją nie jest łatwe. Uwieś sobie kamień u szyi (nawet niewielki – taki 1 kg) i wszędzie z nim chodź. Ciężar niewielki, ale cały czas. Ja nie mówię o sobie 😛 tak tylko. Coraz częściej myślę o śmierci i o tym jak to będzie kiedy już stanę twarzą w twarz z Bogiem. Czy będzie bardziej miłosierny czy karzący. Tak samo jak przekracza się granicę wychodząc z łona matki tak samo przekracza się granicę idąc do nowego świata. Mam już nawet taką ciekawość. Troszkę chciałbym już tam być. Ten świat jest przepiękny, ale nie umiem się w nim odnaleźć. Ciągły brak empatii, próby wykorzystania (chodzi o pracę), chciwość ludzka która nie zna granic, chamstwo, układy, przerzucanie własnych deficytów na innych (kierownictwo głównie). Nie akceptuję takiego świata. Chcę do Boga!
A! Ateiści szybko odzyskują wiarę spadając jak kamień W Boeingu 737 😉