Chciałbym Wam coś opowiedzieć. Byłem kiedyś na robocie z takim „kolegą” – nazwałem go „Drinkolo” żeby nie można było skojarzyć. Z resztą z tego co wiem on już nie żyje. Pracował z nami właściwie tylko po to żeby było za co wypić. Na przerwie nie jadł. Szef musiał go pilnować żeby nie pił na robocie.
Byliśmy u klienta – pamiętam kładliśmy trelinkę. Była końcówka listopada, więc temperatura około zera stopni. Drinkolo o buty nie zadbał – miał jakieś nad-targane adidasy. Zimno mu było w palce coraz bardziej.
Wymyślił więc, że będzie:
Gotował wodę w czajniku i polewał stopy tą wodą
Nie obchodziło go, że potem będzie jeszcze gorzej.
Ja nie oceniam tego człowieka. Żył jak chciał i miał do tego prawo. Oceniam taki sposób myślenia. O co mi dokładnie chodzi? właśnie o to, że często Ci zaniedbani ludzie którzy piją nie myślą już co będzie potem. Dla nich może być cokolwiek. Ważne żeby teraz można było wypić.